Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nigdy! — zawołał Obieżyświat, który, chcąc powstać, upadł na krzesło, czując, że siły go opuszczają.
— Panie Fix, — wybełkotał — gdyby nawet to, co pan mówi było prawdą, gdyby pan mój był złodziejem, którego poszukujesz, czemu stanowczo zaprzeczam... ja byłem... jestem w jego służbie... widziałem, jest on dobrym i szlachetnym... Jego zdradzić... nigdy... za żadne skarby świata. Jestem z kraju, w którym takiego chleba nie jedzą.
— Odmawiasz pan?
— Odmawiam!
— Zapomnijmy więc całą sprawę i pijmy!
— Tak, pijmy!
Obieżyświat coraz bardziej się upijał. Fix, chcąc go do reszty obezwładnić, wziął jedną z fajek z opium, leżących na stole i wsunął mu ją do ręki. Obieżyświat, zaciągnąwszy się kilka razy, rozciągnął się jak długi, z głową ociężałą pod wpływem narkotyku.
— Doskonale — rzekł Fix, widząc Obieżyświata w stanie nieprzytomnym — pan Fogg nie będzie uprzedzonym o chwili odjazdu »Carnatic«, a gdy pomimo to opuści Hong-Kong, to przynajmniej bez tego przeklętego Francuza. — Zapłaciwszy co się należało, agent wyszedł z szynku.