Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Fix, któremu każdy krok pana Fogg wydawał się podejrzanym, poszedł w ślad za nim, nie będąc widzialnym. Obieżyświat, wyśmiewając się w duszy, załatwiał zakupy.
Wyspa Singapore nie jest ani dużą, ani malowniczą, gdyż brak jej gór, pomimo to nie jest pozbawioną uroku.
W pięknym powozie, zaprzężonym parą eleganckich koni, pan Fogg z panią Aoudą wjeżdżali w gęstą aleję palmową, drzewa sagowe i paproć urozmaicały tropikalną tę ustroń.
Drzewa muszkatałowe o liściach lakierowanych przejmowały powietrze silnym zapachem. Żywe, figlarne małpki ożywiały las, w gąszczu zaś nieraz zabłysło oko tygrysa.
Po dwugodzinnej przejażdżce po tej równinie pani Aouda i pan Fogg powrócili do miasteczka, w którem duże niekształtne domy tonęły w masie drzew ananasowych, mangustowych i innych najrzadszych w świecie.
O godzinie 10-tej powrócili na statek jednocześnie z panem Fix, który także narażonym został na koszta najęcia powozu.
Na pokładzie »Rangoon« oczekiwał ich Obieżyświat. Poczciwy chłopak kupił tuzin mangustów wielkości średnich jabłek, ciemnobrunatnego koloru na zewnątrz, a czerwonych w środku, których biały, soczysty owoc największemu smakoszowi do gustu przypaść