Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


morskiej zatrzymało mię w kajucie. Zatoka Bengalska nie służy mi tak, jak ocean Indyjski. A jakże się miewa pan Fogg?
— Zupełnie zdrów i punktualny, jak jego podróżny notatnik. Ach, panie Fix, pan nie wie, iż mamy ze sobą młodą panią.
— Młodą panią? — spytał Fix, doskonale udając, iż nie wie, o kogo chodzi.
Tu Obieżyświat zaczął mu o wszystkiem, co zaszło opowiadać. O zajściu w świątyni Pillaji, o kupnie słonia za 2000 funtów, historyę »sutty«, wyratowanie Aoudy, o tem, jak ich zawezwano do sądu w Kalkucie, jak ich skazano na więzienie, lecz dzięki kaucyi używają swobody. Fix, doskonale znający ostatnie zajście, udawał zupełnie nieświadomego i wkońcu spytał Obieżyświata, czy pan jego ma zamiar zabrać młodą kobietę ze sobą do Europy.
— Nie, panie Fix, chcemy ją oddać pod opiekę jednego z jej krewnych, bogatego kupca w Hong-Kongu.
— Trudna sprawa! — mruknął do siebie Fix. — Może pozwolisz na kieliszek anyżówki, panie Obieżyświecie.
— Chętnie, trzeba koniecznie wypić za nasze spotkanie na »Rangoonie«.