Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzając najmniejszego wzruszenia. Był dla niej z wyszukaną grzecznością, dbał, by jej na niczem nie zbywało, ale wszystko co czynił, czynił z wdziękiem i spokojem automatu.
Pani Aouda potwierdziła wzruszającą historyę, jaką o niej przewodnik opowiedział. W samej rzeczy pochodziła ona z rasy zajmującej u krajowców pierwszorzędne miejsce. Niektórzy kupcy parscy dorobili się na handlu bawełną w Indyach ogromnych majątków. Jeden z nich, James Jeejchboy, otrzymał od rządu angielskiego szlachectwo i pani Aouda była krewną tego bogatego człowieka. Właśnie kuzyna pana Jeejchboy, szanownego Jejeh, chciała pani Aouda w Hong-Kongu odszukać. Czy znajdzie u niego schronienie i opiekę, tego nie mogła twierdzić na pewno. Na to pan Fogg odpowiedział, by była zupełnie spokojną i że się wszystko ułoży z matematyczną ścisłością. Zwykły to był jego sposób mówienia.
Pierwsza część podróży na »Rangoonie« odbyła się w najlepszych warunkach. Cała ta część Bengalu była dla prędkiej jazdy odpowiednią. Ze statku widziano już »duży Andaman«, główną wyspę grupy, malowniczą górę »Sadle-Peak«, liczącą 2400 stóp.
Statek trzymał się blizko brzegu. Dzicy, mieszkańcy wyspy, nie pokazywali się wcale.