Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


elegancką młodzież, rozpierającą się w zbytkownych karetkach. Zatrzymano się przed domem bardzo skromnej budowy. Policyant, poprosiwszy swych więźniów, aby wysiedli, zaprowadził ich do pokoju o zakratowanych oknach.
— O wpół do dziesiątej staniecie przed sędzią Obadiach — rzekł, poczem opuścił pokój, zamknąwszy ich na klucz.
— Otóż złapano nas — zawołał Obieżyświat, opuszczając się na krzesło.
Pani Aouda, zwracając się do pana Fogg, rzekła drżącym od wzruszenia głosem:
— Panie, musisz mnie opuścić. To przezemnie was prześladują. — Pan Fogg zadowolił się odpowiedzią, iż jest to niemożliwe. Prześladowania z powodu uprowadzenia wdowy po »rajah« nie można było przypuścić. Oskarżyciele nie ośmielą się wystąpić. Musiało tu być jakieś nieporozumienie. Pan Fogg dodał, iż w każdym razie mlodej kobiety nie opuści, że ją do Hong-Kongu odprowadzi.
— Ależ statek wyjeżdża w południe — zauważył Obieżyświat.
— Przed południem będziemy na brzegu — rzekł spokojnie niewzruszony dżentelman.
Słowa te były wypowiedziane z taką pewnością siebie, iż Obieżyświat nie mógł się powstrzymać od powiedzenia samemu sobie: