Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


przez ludność fanatyczną, zatwardziałą w swych okropnych praktykach religii indyjskiej.
Anglicy nie mogli się ustalić w tym kraju, poddanym wpływowi »rajah«, których trudno było wytępić w ich niedoścignionych schroniskach Vindhias. Kilka razy po drodze spotykano dzikich Indyan, którzy na widok szybko idącego słonia gestami i mimiką okazywali swój gniew i niezadowolenie. Parsi jak mógł unikał spotkania z nimi. Zwierząt mało widziano tego ranka, ukazało się zaledwie kilka małp, które wnet uciekły.
Tymczasem Obieżyświat niezmiernie był zajęty myślą, co też pan Fogg zrobi ze słoniem, gdy przybędą na stacyę Allahabad. Czy go zabierze ze sobą? Nie, to niemożliwe, koszta transportu, dodane do ceny kupna, zrujnują pana Fogg, a może sprzeda słonia, lub puści na wolność? Poczciwe to zwierzę zasługiwało na względy.
25 mil przebyto tego dnia, tyle jeszcze pozostawało do stacyi Allahabad. O godzinie 8-ej wieczorem zatrzymano się w lesie dla odpoczynku, Pars rozniecił z suchych gałęzi ogień. Przygotowano wieczerzę z zapasów żywności zakupionych w Kholby i zajadano z wielkim apetytem. Rozmowa, wlokąca się wskutek zmęczenia podróżnych, przerwała się wkrótce i niebawem dało się słyszeć głośne i przeciągłe