Strona:Juliusz Verne-Podróż naokoło świata w 80-ciu dniach.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


paszportów jest zbytecznem, gdyż my tego wcale nie wymagamy.
— Wiem o tem, panie, lecz chcę, by w ten sposób był zaświadczony mój przejazd przez Suez.
— A więc dobrze.
Z temi słowy konsul podpisał paszport i, zaznaczywszy datę, przyłożył pieczęć. Nieznajomy podziękował chłodno i w towarzystwie sługi wyszedł z pokoju.
— A więc? — spytał inspektor policyi.
— A nic — odparł konsul — ma on wygląd na wskróś uczciwego człowieka.
— Być może — odparł Fix — lecz nie o to mi chodzi. Czyż nie znajdujesz pan, iż flegmatyczny ten dżentelman łudząco jest podobny do rysopisu złodzieja?
— Tak, to prawda, ale te wszystkie rysopisy...
— O, ja już to zbadam. Służący zdaje się być mniej trudnym do odcyfrowania. Przytem jest to Francuz i jako taki od gadania się nie wstrzyma. Do widzenia panie konsulu.
Rzekłszy to, agent wyszedł, by odszukać Obieżyświata. Tymczasem pan Fogg, opuściwszy konsulat, udał się w kierunku przystani. Wsiadł do łódki, która go na »Mongolię« zawiozła, przyszedłszy do kajuty, wyjął z kieszeni notes, w którym było zapisane, co następuje: