Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/317

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szy, biegał, chodził, sam nie wiedział co się z nim dzieje.
— Jako Anglicy spełniliśmy tylko nasz obowiązek, rzekł Bell.
— Obowiązek przyjaciół, dodał doktór.
— Tak jest, lecz nie wszyscy umieli spełnić ten obowiązek! niektórzy nie wytrwali; lecz wybaczyć trzeba tak tym którzy zdradzili, jak i tym którzy się dali uwieść! Biedni ludzie! przebaczam im. Słyszysz doktorze?
— Słyszę, odrzekł Clawbonny, którego mocno niepokoiła ta egzaltacya kapitana.
— Dla tego też, mówił dalej Hatteras, chcę, aby nie utracili tej fortunki, po którą puszczali się w podróż tak daleką. W rozporządzeniu mojem żadna nie zajdzie zmiana; niech będą bogaci.... jeśli kiedykolwiek powrócą do Anglii.
Ton jakim ostatnie te słowa Hatteras wymówił, musiał wzruszyć słuchaczy do głębi duszy.
— Ależ kapitanie, rzekł żartobliwie Johnson, to wygląda na testament.
— Być może! odpowiedział Hatteras poważnie.
— Masz przed sobą długie jeszcze i świetne dni sławy, mówił dalej stary marynarz.
— Kto to wie!