Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


zdać sobie sprawę z tego co widział, a już Altamont stanął przy nim.
Hatteras wywrócony usiłował odpierać ciosy zadawane mu nogami i kopytami dwóch nieprzyjaciół; walka ta jednak nie mogla się długo przeciągnąć. Już blizkim był rozszarpania na kawałki, gdy nagle zabrzmiały dwa strzały; Hatteras słyszał kule świszczące mu nad głową.
— Śmiało! krzyknął Altamont, rzucając na ziemię swą dubeltówkę wystrzeloną i skoczył na rozjuszone zwierzęta.
Jedno z nich ugodzone w samo serce, padło na miejscu; drugie miało już zmiażdżyć kapitana, gdy nagle przyskakujący Altamont utopił nóż w otwartej jego paszczęce, a jednocześnie toporkiem w drugiej ręce trzymanym, rozdwoił mu głowę potężnym ciosem.
Wszystko to stało się tak szybko, że byłoby dosyć jednej błyskawicy na oświecenie tej sceny. Drugi wół zachwiał się na nogach i padł bez życia.
Hatteras został ocalonym.
Zawdzięczał więc życie Amerykaninowi, którego nienawidził więcej niż cokolwiek na świecie. Cóż się dziać musiało w tej chwili w jego duszy? jakież uczucie ludzkie a nieprzeparte, owładnęło jego całą istność? Jestto jedna z tajemnic serca,