Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


płochliwe i zbliżyć się do nich bardzo trudno; w tym razie Altamont skorzystał z metody Indyan amerykańskich i zastosował ją przy polowaniu. Pełzał on po ziemi, trzymając strzelbę i ręce tak podniesione, aby wyobrażały rogi renifera i tym zposobem zbliżywszy się na stosowną odległość, mógł strzelać na pewniaka.
Najpożądańsza jednak zwierzyna, wół piżmowiec, którego Parry tak liczne stada spotykał na wyspie Melville, nie widzialny był dotąd na wybrzeżach przystani Wiktorya. Postanowiono zatem odbyć dalekę wycieczkę, jużto dla poznania wschodnich okolic kraju — bo jakkolwiek Hatteras nie miał zamiaru tą stroną dostawać się do bieguna, doktór jednakże chciał mieć wyobrażenie o całości tego lądu. Wyprawa tedy puściła się na wschód od Szańca Opatrzności, a ponieważ Altamont liczył na polowanie, zabrano więc w podróż i Duka.
Dnia 17-go czerwca, przy bardzo pięknej pogodzie, termometr wskazywał pięć stopni ciepła, atmosfera była czysta i spokojna. Trzej myśliwi, uzbrojeni w dubeltówki, toporki i noże do rozdzielania śniegów, o szóstej godzinie zrana wyszli z Domku Doktora, na dwa lub trzy dni w żywność zaopatrzeni.