Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Uspokójcie się moi przyjaciele, prosił doktór, toż przecie rozmawiamy o rzeczach naukę obchodzących.
Poczciwy Clawbonny widział naukowy spór tam, gdzie była w grze nienawiść wzajemna Anglika i Amerykanina.
— Pomówimy jeszcze o tych faktach, z groźbą zawołał Hatteras, nie słuchając już żadnych uwag.
— I ja będę miał także co do powiedzenia, odparł Amerykanin.
Johnson i Bell nie wiedzieli jak się mają zachować.
— Panowie! zawołał doktór silnym głosem, pozwólcież mi mówić, żądam tego, fakta o których mowa znam tak dobrze jak wy, a nawet lepiej od was — a przyznacie, że mogę mówić o nich bezstronnie.
— Tak! tak, zawołali razem Bell i Johnson, którzy zaniepokojeni obrotem tej sprzeczki, stanęli po stronie doktora.
— Mów panie Clawbonny, rzekł Johnson, ci panowie wysłuchają cię a i my przytem czegoś się dowiemy.
— Mów więc doktorze! powiedział Amerykanin.