Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


szych interesach; są rzeczy, które go wcale nie obchodzą, i do których nie radbym żeby się mięszał.
Wszyscy spojrzeli po sobie, nie rozumiejąc jeszcze o co chodziło kapitanowi.
— Chciałbym, rzekł dalej, porozumieć się z wami w przedmiocie dalszych naszych zamiarów.
— Dobrze, odpowiedział doktór, jesteśmy sami, możemy przeto rozmawiać swobodnie.
— Za miesiąc, mówił Hatteras, za sześć tygodni najdalej, nadejdzie stosowna do wielkiej podróży pora. Czy myśleliście o tem, co wypadnie nam przedsięwziąć podczas lata?
— A pan myślałeś, kapitanie? spytał stary Johnson.
— Ja wam powiem, że niema ani jednej godziny, w którejbym zapomniał mej głównej myśli; sądzę, że żaden z was nie marzy już teraz o powrocie do Anglii.
Napomknienie to pozostało bez odpowiedzi.
— Co do mnie mówił dalej Hatteras, pójdę do bieguna północnego, choćbym tam iść miał sam jeden; już nas od niego oddziela tylko trzysta sześćdziesiąt mil. Nikt jeszcze dotąd nie doszedł tak blisko do tego upragnionego punktu, i nie myślę opuszczać tej sposobności, bodaj by mi przysz-