Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


dyce, Banks, Solander, Blagdin, Home, Nooth, lord Seaforth i kapitan Philips, w 1774 roku wytrzymali temperaturę gorącą na sto dwadzieścia ośm stopni Celsiusza, w której gotowały się jaja i piekł doskonale rostbef.
— I to Anglicy! rzekł Bell z pewnem uczuciem dumy.
— Tak jest, odpowiedział doktór.
— Oh! Amerykanie byliby lepiej zrobili, odezwał się Altamont.
— Boby się popiekli, dorzucił doktór z uśmiechem.
— A choćby i tak? odrzekł Amerykanin.
— Ponieważ jednak nie próbowali tego, pozostaję przy moich rodakach, a tymczasem opowiem jeszcze jeden, ostatni fakt, który wydałby się niepodobnym do wiary, gdyby w wątpliwość podać było można zeznanie naocznych świadków. Książę Raguzy i doktór Jung, to jest Francuz i Austryak, widzieli pewnego Turka kąpiącego się w wodzie mającej ciepła siedmdziesiąt ośm stopni.
— I cóż w tem dziwnego? zapytał Johnson, przecież to daleko mniej aniżeli wytrzymały dziewczęta z La Rochefoucauld i nasi dzielni rodacy.
— O przepraszam, odpowiedział doktór, wielka to różnica pozostawać w powietrzu gorącem