Przejdź do zawartości

Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.2.djvu/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
7

 — Nic! żywności nam zabrakło, trudy podróży siły nasze wyczerpnęły; nawet nie doszliśmy do wybrzeża wskazanego przez Edwarda Belcher!
 — Więc i paliwa niema?
 — Niema.
 — Ani żywności?
 — Ani żywności.
 — I niema już okrętu na którymbyśmy do Anglii powrócić mogli!
 Doktór i Johnson zamilkli.
 Niezwykłego trzeba było męztwa, aby się rozglądać w tak strasznem położeniu.
 — Przynajmniej, mówił dalej po chwili Johnson, położenie nasze jest jasne, wiemy napewno czego się trzymać. Ale musimy działać śpiesznie. Mrozy są straszne, więc przedewszystkiem potrzeba zbudować jakie schronienie.
 — Przy pomocy Bella, odpowiedział doktór, przyjdzie to nam bez wielkich trudności: potem sprowadzimy sanie z Amerykaninem i złożymy naradę z Hatterasem.
 — Biedny kapitan! rzekł Johnson, sam o sobie zapominając, jakże on musi cierpieć!

 Doktor i retman powrócili do reszty swych towarzyszy.