Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jestto myśl niepraktyczna. Dotarłszy brygiem do ośmdziesiątego trzeciego stopnia, będziemy mieć już tylko sześćset mil (105 jeograficznych) do bieguna.
— A cóż znaczy ta odległość, zawołał doktór, gdy wiadomo że kozak Aleksy Markow, przebiegł na saniach w psy zaprzężonych, po morzu Lodowatem wzdłuż północnych brzegów Rossyi, osmset mil (140 jeograf.), w ciągu dwudziestu czterech dni?
— Słyszysz pan, panie Shandon? wtrącił Hatteras; powiedzże mi teraz czy Anglikom wolno mniej zrobić, jak jakiś tam Kozak.
— Zapewne że nie, zawołał ognisty doktór.
— Zapewne że nie, dołożył Johnson.
— Cóż więc, panie Shandon? zapytał Hatteras.
— Kapitanie, zimno odpowiedział Shandon, powtórzę pierwsze moje wyrazy: będę posłuszny.
— Dobrze. Teraz, mówił dalej Hatteras, myślmy o naszem obecnem położeniu. Zostaliśmy pochwyceni przez lody, i nie zdaje mi się, abyśmy zdołali w tym jeszcze roku posunąć się do zatoki Smitha. Oto więc co nam pozostaje do zrobienia.
To mówiąc rozłożył na stole jedną z tych mapp doskonałych, które wydała admiralicya angielska w r. 1859.