Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/152

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Co do mnie, rzekł doktór, myślę kapitanie że pański zamiar jest do wykonania; a że można przewidzieć, że prędzej lub później żeglarze dojdą do bieguna, to niewiem, dla czego nie moglibyśmy się tam dostać.
— I niema powodów, abyśmy właśnie my nie dokonali tego, skorośmy się odpowiednio przygotowali i mamy przed sobą doświadczenie naszych poprzedników. Przy sposobności dziękuję panu, panie Shandon za pańskie starania w dobraniu załogi okrętowej; są tu wprawdzie niektóre burzliwe umysły, ale w ogóle wybór pański tylko pochwalić można.
Shandon skłonił się zimno. Położenie jego na pokładzie Forwarda, którego jedynym był dotąd dowódzcą, stało się fałszywe. Hatteras to rozumiał i uwzględniał.
— Co do was panowie, rzekł zwracając się do Walla i Johnsona, trudnoby mi było znaleść oficerów zdatniejszych jak panowie, ze względu na waszą odwagę i doświadczenie.
— Możesz pan liczyć na mnie, odpowiedział Johnson, jakkolwiek zamiar pański zbyt śmiałym mi się zdaje.
— I na mnie także, dodał Wall.
— O pańskiej wartości, doktorze, wiem dobrze.