Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/088

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rzynania lodu, gotowe do natychmiastowego działania.
Część osady filozoficznie przyjęła tę nową uciążliwą pracę, ale druga część utyskiwała, choć nie odmawiała jeszcze posłuszeństwa. Garry, Pen, Bolton, Gripper, zajmując się przygotowaniem przyrządów, objawiali swe poglądy na tę sprawę.
— Szatan wie, rzekł Bolton, zkąd mi na myśli stoi oberża na ulicy Water, gdzie tak dobrze człowiekowi między szklanką dżynu a buteleczką porteru? Słuchajno Gripper, czy ty widzisz ztąd tę oberżę?
— Prawdę mówiąc, odrzekł majtek zaczepiony, znany ze swego kwaśnego humoru, nie mogę jej ztąd dojrzeć.
— To też ja tylko tak mówię, odparł Bolton; w tych miastach ze śniegu, które doktór Clawbonny tak podziwia, niema ani jakiej takiej szynkowni, w którejby porządny marynarz mógł sobie odwilżyć gardło porcyjką wódki.
— Na to zgadzam się z tobą; powiem nawet, że tu w ogóle niema nic, czemby się dało gardło odwilżyć i orzeźwić ciało. Co to za myśl, żeby odmawiać wódki ludziom podróżującym po morzach północnych!