Strona:Juliusz Verne-Podróż do Bieguna Północnego cz.1.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wieczorem, rozmawiał o tem z doktorem, Wall’em i Johnsonem.
Ci czterej panowie raczyli się właśnie dziesiątą i ostatnią zapewne szklanką grogu, bo według przepisów zawartych w liście z Aberdeen, od kapitana zacząwszy, do ostatniego palacza, nikomu na pokładzie nie wolno będzie używać ani wina, ani rumu, ani piwa nawet, chyba na przypadek słabości i to za wyraźnem poleceniem doktora.
Otóż, od godziny już prawie rozmowa toczyła się o jutrzejszym wyjeździe. Według zapowiedzeń kapitana, Shandon nazajutrz miał otrzymać ostatnie jego rozkazy i rozporządzenia.
Zapewne, mówił porucznik, odbiorę pismo z którego jeśli nie o nazwisku kapitana, to przynajmniej dowiem się o celu i kierunku podróży — bo inaczej nie wiedziałbym gdzie mam płynąć.
— Na honor, mówił niecierpliwy doktór, ja na twojem miejscu panie Shandon pojechałbym nie czekając listu; a jeśli będzie jaki, to ręczę ci że znaleźć nas i dogonić potrafi.
— Ty bo o niczem nie wątpisz, kochany doktorze! ale w takim razie powiedz mi drogi panie, ku jakiejż części świata skierowałbyś twój statek?
— Rozumie się, że ku biegunowi północnemu, to niema o czem mówić!