Strona:Juliusz Verne-Podróż Naokoło Księżyca.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


cającej dwóch gwiazd. Trzeba dodać także, że w skutek irradjacji, sierp ziemski tworzy krzywą więcej wydłużoną, jakby wskazywała sama tarcza.
Gdy podróżnicy usiłowali przeniknąć ciemność przestworza, jasna wiązka gwiazd spadających roztoczyła się przed ich oczami. Seciny bolidów płonących za zetknięciem się z atmosferą, pozostawiały za sobą smugi świetne, rysujące się na świetle popielatem tarczy ziemskiej. W tym czasie ziemia znajdowała się w punkcie przysłonecznym (najbliżej słońca}, a pojawienie się gwiazd spadających w listopadzie jest tak liczne, że astronomowie naliczyli ich do 24000 na godzinę. Lecz Michał Ardan, pogardzając rozprawami naukowemi, wolał wierzyć że ziemia najświetniejszemi ogniami sztucznemi, obchodzi wyjazd trzech podróżników.
Oto było wszystko, co widzieli z owej sferoidy pogrążonej w cieniu, planety niższej systemu słonecznego, który dla wielkich planet wschodzi i zachodzi jak gwiazda poranna i wieczorna (Wenus). Glob ten, na którym pozostawili wszystkie swoje nadzieje, był tylko nieznacznym punktem w przestrzeni, przedstawiał im się jako sierp, coraz bardziej się oddalający.
Długo tak trzej przyjaciele nic nie mówiąc, lecz z jednakiemi w sercu uczuciami patrzyli, gdy tymczasem pocisk pędził z rosnącą coraz szybkością. Potem mózg ich owładnęła senność nadzwyczajna; byłoż to skutkiem utrudzenia ciała czy znękania umysłu? Zape-