Strona:Joanna Grey.djvu/009

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Prends-y garde! c’est un demon plus beau que Gabriel. La liberté, la patrie, le bonheur des hommes, tous ces mots sonnent à son approche comme les cordes d’une lyre; c’est le bruit des ecailles d’argent de ses ailes flamboyantes. Les larmes de ses yeux fecondent la terre, et il tient à la main la palme des martyres... Une fois dans ma vie je l’ai vu traverser les cieux! J’etais courbé sur mes livres — le toucher de sa main a fait fremir mes cheveux comme une plume legére. Que je l’ai ecouté ou non, n’en parlons pas. . . . . . . . . . . . . . . .
Prends garde a toi Philippe — tu as pesé au bonheur de l’humanité![1] (A. Musset. Lorenzacio.)


„Elle est belle, savante, modeste, et en tout comme dit Platon, possedée d’un Dieu.“[2]

(Z listu Piotra Vermingli do Bülingera.)


Il genio, amico, e una pesante corona che Dio colloca sul fronte del nomo — una corona di spine di fuoco; di martirio e di sangue. Quante volte non ebbi Jo pure a maledirla, quante volte non tentai di divellermela dal capo, di sfroudarla d’allontanare da me un cosi infausto, cosi terrible monumento. . . . . . . .
Madre mia, un ragio del celeste amore mi e già discesso nell’ anima. Jo non sono pin di questa terra...[3]

Felice Venosta. (Salvatore Rosa.)


Qui — le premier salut de l’homme à la lumiére
Quand un rayon doré vient baiser sa paupiére
L’accent de ce qu’on aime à la lyre melé,
Le parfum fugitif de la coupe exhalé,
La saveur du baiser, quand de sa levre errente
L’amant cherche, la nuit, le baiser de l’amante
Sont, moins doux a nos sens, que le, premier transport
De l’homme vertueux — affranchi de la mort...[4]

(Lamartine. Mort de Socrate.)


  1. Przypis własny Wikiźródeł Weźmy tego stróża! To duch piękniejszy niż Gabriel. Wolność, ojczyzna, szczęście ludzi, wszystkie te słowa dzwonią przy jego zbliżaniu się jak struny liry; to jest hałas srebrnych łusek jego płomiennych skrzydeł. Łzy jego oczu zapładniają ziemię, a on trzyma się w ręku palmę męczeństw... Raz w mym życiu widziałem go przechodzącego przez niebo! Byłem zgięty nad mymi książkami - dotyk jego ręki kazał drżeć mym włosom jak lekkiemu pióru. Że słuchałem go albo nie; nie, nie mówmy. . . . . . . . . . . . . . . .
    Wystrzegam się ciebie Filipie — ciążyłeś szczęściu natury ludzkiej.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Ona jest piękna, wykształcona, bezpretensjonalna, i w sumie jak mówił Platon, owładnięta przez Boga.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Geniusz, przyjacielem, i ciężką koroną, którą Bóg umieszcza w górze czoła - cierniowa korona ognia, krwi i męczeństwa. Ile razy nie musiałem także przeklinać, ile razy nie próbowałem wyrwać, z głowy usunąć, odepchnąć ode siebie tak złowieszczy, tak straszny pomnik. . . . . . . .
    Matko Moja, promień niebieskiego amora w duszę mą wniknął. Nie jest mi sława znakiem na tej ziemi ...
  4. Przypis własny Wikiźródeł Co — pierwsze ocali człowieka w świetle,
    Gdy promieniem złocony wiatr całuje mu powiekę.
    Wymowa którą kochamy z lirą zmieszana.
    Zapach całusa, gdy wargą jego zmordowaną.
    Kochanek szuka, nocą, całusa kochanki.
    Mniej słodki zmysłom, jak, pierwsze uniesienie.
    O mężu cnotliwy — od śmierci wyzwolony...