Strona:Jerzy Szarecki - Na pokładzie Lwowa.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sytuację, wysłużona została na boisku gimnastycznem?
Ja więc, jak z powyższego wynika, zamiaru ukończenia szkoły nie miałem, szkoła zato powzięła mało szlachetny zamiar „ukończenia mnie“.
Wieść o tem, krążąca wśród kolegów, zrazu głucha i niepewna, stawała się coraz głośniejsza, nabierała cech prawdopodobieństwa, aż w pierwszych dniach marca, stała się rzeczywistością.
Dyrektor wezwał mnie do siebie i oznajmił, że za trzy dni wydalony zostanę ze szkoły. Powód: zbyt ciche postępy i zbyt głośne w stosunku do nich sprawowanie. Kismet! — powiedziałem sobie w duchu — teraz już niema innego wyjścia z tej sytuacji bez wyjścia. Wyruszam na morze. Zimno i z rozwagą zacząłem przygotowywać zamach stanu. Odrazu zostać marynarzem było niemożliwe. Trzeba było najpierw ukończyć Szkołę Morską. Żeby ukończyć Szkołę Morską, trzeba było uzyskać pozwolenie ojca. Żeby uzyskać pozwolenie nie chcącego dać pozwolenia ojca, trzeba było uciec z domu. Pierwszym więc etapem w drodze do celu była ucieczka. Plan ten wykonałem z precyzją i ścisłością matematyczną, której, sądząc z postępów w szkole, trudno się było po mnie spodziewać.
Postanowiłem nie bawić się w dalekie podróże,