Strona:Jerzy Szarecki - Czapka topielca.pdf/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


poruszenie żywiołów grało echem skrzypiec w ręku młodego muzyka. Jedynie cecha najcharakterystyczniejsza morza, jego życie, istota, sens i treść najgłębsza nie została odtworzona smykiem młodego skrzypka. Milczała, głuchą była i niemą. Milczała niezmartwychwstała i z niezmierzonych płaszczyzn wód oceanów i mórz nie cisnęła się na struny skrzypiec — „Pieśń fal“. Bał się ją wygrać ten syn marynarza i artystki. Lękał się profanować tę pieśń czarowną głębin morskich co brzmiała wspaniałym rezonansem w jego duszy. Drżał na myśl, że tonem fałszywym, porywem serca przyziemnym, nieumiejętnym ruchem smyka sparodjuje, zohydzi to co w całej twórczości jego było najlepsze, najdroższe, najświętsze, acz nie stworzone jeszcze, zagrane tylko na nerwach najczulszych, na strunach najwrażliwszych muzycznego jestestwa jaźni.
Kochał tę pieśń fal oceanów i mórz świata całego, której nie odpowiadały wylękłe, niegodne jej zabrzmieć w unison biedne struny jego skrzypiec. Wielokrotnie już, w burze huczące i w jasne światłem miesiąca noce chwytał za skrzypce i chciał zagrać tę melodję, co rwała się z jego duszy w świat szeroki i zawsze bezradnie opuszczał ręce.