Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Mówię to spokojnie, choć z mojéj właśnie przyczyny małżonek „Idy z Aten“ mało co nie dostał kijów; ponieważ wzmiankowany „Disdar“ jest małżonkiem wielce niespokojnym, bijącym swą żonę, dlatego prosiłbym jaknajuprzejmiéj p. Avenson, aby raczyła doprowadzić do skutku rozwód „Idy“. Powiedziawszy to w sprawie, obchodzącéj wielce czytelników powieści, porzucę Idę, aby powiedzieć cośkolwiek o jéj mieście rodzinném.
Gdybyśmy nawet pozostawili na uboczu czar nazwiska, oraz wszystkie assocyacye idej, które powtarzać byłoby zarówno zbyteczném jak pedantyczném, to samo już położenie Aten uczyniłoby z nich wybrane miejsce dla tych, którzy na sztukę i naturę patrzéć umieją. Klimat, mnie przynajmniéj, wydał się nieustanną wiosną; podczas ośmiu miesięcy nie schodziłem z konia, deszcz pada tutaj nader rzadko; śniegu w dolinach nigdy nie widać, a dzień pochmurny jest tutaj miłą niespodzianką. W Hiszpanii, Portugalii, ani żadnéj z okolic wschodu, które zwiedziłem, z wyjątkiem Attyki i Jonii, nie spotkałem przyjemniejszego klimatu nad klimat naszego kraju; w Konstantynopolu zaś, gdzie przepędziłem maj, czerwiec i część lipca, można pięć dni na jeden „przeklinać klimat i dostać splinu.“
Powietrze w Morei ciężkie i niezdrowe; w chwili jednak, gdyśmy przekroczyli cieśninę w kierunku Megary, czuć nadzwyczajną zmianę. Zresztą obawiam się, aby Hezyoda opis zimy beockiéj nie był prawdziwy. W Liwadyi spotykaliśmy „silny umysł, u wolnodumcę w osobie pewnego biskupa greckiego. Czcigodny ten hipokryta wyszydzał z wielką nieustraszonością swą własną religię (atoli nie w obecności swych owieczek), mszę nazywając „coglionerią.“ Nie można było lepszego o nim dzięki temu nabrać przekonania; dla Beotów był on jednak mimo całéj niesmaczności, człowiekiem niezwykłego ducha. Zjawisko to było — z wyjątkiem Teb, resztek Cheronei, płaszczyzny platejskiéj, Orchomenu, Liwadyi i sławnéj groty Trofoniusa — jedyną uwagi godną rzeczą, którąśmy widzieli, przebywszy górę Cyteronu.
Źródło Dyrki obraca dzisiaj koło młyńskie; przynajmniéj mój towarzysz, (który chcąc zachować czystość i być klasycznym, wykąpał się w tym zdroju) twierdził, że to jest źródło Dyrki; niech mu kto chce zaprzeczy, jeśli uważa, że rzecz tego warta. W Kastri piliśmy wodę z jakiego pół tuzina strumyków — a nie wszystkie bardzo były czyste — zanim-eśmy się dowiedzieli z zadowoleniem, że jestto właśnie źródło Kastalskie; woda z niego miała zresztą nieprzyjemny, ostry smak, zapewne z powodu śniegu; nie wprawiła nas jednak w gorączkę epiczną, jak niegdyś d-ra Chandlera. Z twierdzy Fyle, z któréj pozostały dotychczas zwaliska, ujrzeliśmy naraz przed sobą płaszczyznę ateńską, Pentelik, Hymet, morze egejskie i Akropolis. Mojém zdaniem, wspanialszy to był widok, niż na Cyntrę i Stambuł. Tylko widok z Troady na Idę, Helespont i na daléj oddaloną górę Athos, może współzawodniczyć z tamtym, przewyższając go co do rozległości.
Słyszałem dużo o piękności Arkadyi, atoli z wyjątkiem widoku z klasztoru Megaspeliońskiego (który to widok zresztą nie jest tak rozległy jak widok z Zicy), oraz zejście z gór na drogę, prowadzącą z Trypolis do Argos, Arkadya nie posiada, prócz nazwiska, nic, coby ją zalecało.

„Sternitur et dulces moriens reminiscitur Argos.“

Wirgil mógł te słowa włożyć tylko w usta mieszkańca Argos, ale (powiedziawszy to z wszelkiém uszanowaniem) nie zasługuje ono na takie określenie. A jeżeli Polynices Statiusa „in mediis audit litora campis“ słyszał naprawdę szum dwóch wybrzeży, przepływając cieśninę Koryncką, to miał on lepsze uszy, aniżeli od tego czasu ktokolwiek inny z podróżników. „Ateny — powiada pewien słynny topograf — „są do dziś dnia najoświeceńszém miastem Grecyi.“ Być może Grecyi, ale nie Greków; Joanina bowiem w Epirze przewyższa je pod każdym