Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


6.

Rozkoszne bogactwo — nie wzdycham ja doń,
Co chłystek kupuje, zdobywa ma broń;
Zdobywa dziewicę, co długi ma włos,
Z rąk matki odbija, płaczącéj na los.

7.

Hej! kocham ja liczko urocze tych dziew:
Pieszczota ich uśpi, ugłaska ich śpiew;
Méj lubéj rozkażę gęśliczkę tu znieść,
O ojca jéj zgonie niech zabrzmi nam wieść.

8.

Pomnicie Prewizę, jak upadł jéj gród?[1]
Jak szalał zwycięzca, jak jęczał tam lud?
Z pod dachów płonących braliśmy nasz łup,
Gotując raj dziewkom, bogaczom zaś grób!

9.

Nie mówię, co litość, nie mówię, co strach!
Kto sługą Wezyra, nie kąpie się w łzach:
Od czasu, jak księżyc Proroka jest znan,
Niż Ali, nasz basza, gdzie większy był pan?

10.

Syn Muchtar, ten czarny, nad Dunaj dziś w lot,
Giaur płowy buńczucznych przerazi się rot;
Gdy krwawi Delhowie przeprawią się w pław,[2]
Niewierni zajęczą: ty Boże, nas zbaw!

11.

Wyciągnij kord baszy, mieczniku ty mój!
Doboszu, twój bęben to rozkaz na bój:
Wy góry, skąd śpieszym ku brzegom tych mórz,
Ujrzycie zwycięsców, lub nie wrócim już!

  1. Szturmem odebrana była Francuzom. B.
  2. Delhi — jazda turecka.