Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/590

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.



I. Idze w piękności.

Idzie w piękności swéj jak noc
Gwiaździstych sfer południa ziem,
I blask i mrok, ich czar i moc
Łącząc w postaci, w oku swem,
Śród lubych, bladych nocy lśnień,
Jakich świetniejszy nie zna dzień,
Skrą więcéj, jednym cieniem mniéj
Mogłoby cudny wdzięk wpół śćmić,
Co płynie z kruczych włosów jéj
I z lic łagodnych zda się lśnić,
Gdzie myśl pogodą świadczy swą
Jak błogiém jéj mieszkanie to.
I taki spokój rysów tych,
Z lic tak wymowna słodycz lśni
Uśmiechem, grą rumieńców swych,
Iż widzisz ciąg cnotliwych dni,
Duszą, co zgodą wita nas,
Serce, gdzie miłość jest bez skaz!

II. Rozbita harfa.

Rozbita harfa monarchy psalmisty,
Wodza nad męże, niebiosom miłego,
Przez zdrój muzyki łez święcona czysty
Co wlała w nią boskie tchnienie ducha swego;
O płaczcie! płaczcie, niech z oczu łzy biega.
Ona, żelazne zmiękczając natury,
Budziła dotąd nieznane w nich cnoty;
Gdzie słuch nieczuły lub duch zimny, który