Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/559

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz dotąd widne krwawych dzieł psmiątki,
Po skale broni rozrzuczone szczątki;
On do ostatka mężnie niemi władał,
I tylko razem z życiem je postradał,
A teraz błyszczą zdaleka na skale,
Nim rdzą szumiące obrzucą ich fale.
A rdza do reszty złamie i pokruszy —
A reszta wszystko niczém — oprócz duszy!
Lecz, gdzie jest dusza? Kto jéj los oznaczy?
Do nas należy tylko grzebać zwłoki,
Nie sądzić zmarłych. Ci, których wyroki
Spychają drugich w otchłanie rozpaczy,
Ci pójdą sami pod piekielne rózgi;
Chyba, że Bóg ich złym sercom przebaczy,
Ze względu na ich jeszcze gorsze mózgi.

XIII.

Czyn dokonany. — Z rzeszy buntowników
Już oprócz samych tylko niewolników
Nie pozostało zresztą ani śladu;
A do okrętu przykuci pokładu,
Gdzie niegdyś stali w swych znaków zaszczycie,
Dziś niedobitków nędzne wloką życie.
Tylko ostatnią krwią zbroczona skała,
Żadnych téj nawie trofeów nie dała,
Leżą, gdzie padli; nad niemi się tłumią
Zgłodniałe sępy i skrzydłami szumią,
I pieśń pogrzebu chrypliwie im kraczą.
A tam u stóp ich nieczule, niedbale,
Wiecznym się ruchem chłodne toczą fale;
Po nich delfiny rozigrane skaczą;
Skrzydlata ryba, gdy słońce zaświeci,
Znęcona blaskiem wesoło podleci,
Aż gdy jéj skrzydła oschną i opadną,
Po świeżą wilgoć znów powraca na dno.

XIV.

Zabłysnął ranek. — Neuha z morskiéj groty
Lekko wypływa witać dzionek złoty,
I patrzéć, czyli ich mokremu łożu
Nic nie zagraża? Wtém ujrzy na morzu