Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


LXIX.

Dzień to jest siódmy, weselny dzień ludu.
Ty znasz, Londynie, ten dzień modłów święty,
Gdy mieszczuch, uczeń, rzemieślnik — bez trudu
Puszcza zarobek, każdy wystrychnięty:
Gdy kocze, bryczki i im równe sprzęty,
Dryndy i wózki, po przedmieściach pędzą —
Do Hampsted, Brentford, Harrow świerzbią pięty,
Aż szkapsko ciągnąć przestanie: nad nędzą
Żartów sobie zazdrosne piechury nie szczędzą.

LXX.

Ten na Tamizie z kochanką, ci lądu
Wolą się trzymać, bo „bezpieczniéj, bracie!“
Ten ku Warowi, tamten do Ryczmondu,
Ten znów się więcéj lubuje w Hajgacie.
Cienie beockie! wy się mnie pytacie,[1]
Jaki w tém sens jest? To „Rogu“ czciciele[2]
Pędzą „kapłance“ straszną w majestacie
Składać przysięgę — a potém wesele:
Przysięgę zalewają, tańczą aż za wiele!

LXXI.

Wszędzie błazeństwa, lecz twym równe czyje,
Kadyksie, w morzu kąpiący swe lice?
Zegar gdy „dziewięć“ w południe wybije,
Różaniec liczą twoje „zakonnice“,
Najbardziéj trapią najświętszą Dziewicę
(Ona tu pewnie dziewicą jedyną),
By zmyła grzechy, liczne, jak w świątnicę
Tłumy śpieszące, potém swą godziną
Do cyrków starzy, młodzi, wielcy, mali płyną.

LXXII.

Otwarte szranki i plac już gotowy,
Tysiączna ciżba zasiadła dokoła;
Nim pierwsza trąbka zagrzmi ponad głowy,
Spóźniony truteń próżno miejsca woła —
Dony i grandy, a najwięcéj zgoła
Dam, co strzelają oczętami zdradnie,
Lecz każda ć mnie zadanéj podoła,
Od zimnéj wzgardy nikt tutaj nie padnie,
Jak wieszcze księżycowi, gdy im miłość zbladnie.

  1. Strofy te pisane były w Tebach, a więc w najodpowiedniejszém miejscu do zadania takiego pytania i do udzielenia na nie odpowiedzi, nie dlatego, że tu się urodził Pindar, ale dlatego, że Teby były stolicą Beocyi, gdzie podaną i rozwiązaną była pewna zagadka (o zwierzęciu, które rano na czterech, o południu na dwóch, w wieczór zaś na trzech nogach chodzi. Przyp. Tł.) B.
  2. W Highgate istniał zabawny zwyczaj, który zachował się do ostatnich niemal czasów, że każdy, wchodzący do karczmy, składać musiał na dwóch rogach bawolich przysięgę, że nie będzie całował służącéj, mogąc całować pa-nią; nie będzie jadał razowego chleba, mogąc jeść bułki, nie będzie pił cienkuszu, mogąc pić porter — za każdym jednak razem dodawał „chyba mi się inaczéj podobać będzie“. Tł.