Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/321

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Lecz dziś jeszcze na wieki zbędziem téj obawy.
Niech tylko wiatr swe skrzydła przypnie do méj nawy!
Raz złączonych na zawsze o cóż bojaźń wzruszy?
Błądząc bez odpoczynku, pokój znajdziem w duszy.
Przy tobie, silny w czynach, śmiały w przedsięwzięciach,
Ląd, morze dla mnie jedno! — świat mój w twych objęciach!

„O! niech wre wściekła fala, niech grom w maszty bije,
Skoro ty mi tém tkliwiéj rzucisz się na szyję!
Każda myśl, każde słowo, każde me westchnienie
Będzie tylko modlitwą za twe ocalenie!
Najdziksza waśń żywiołów mniejszą trwogę wzbudzi,
Niżbyśmy tu drżeć mieli przed przemocą ludzi.
To skały, wpośród których nie ujdziem rozbicia;
Tam chwile niebezpieczne — tu każdy dzień życia! —
Precz złowrogie przeczucia! — ta chwila rozstrzygnie,
Czy nas los wtrąci w przepaść, czy miłość podźwignie?...
„W niewielu słowach skończę powieść mojéj doli,
Twoje jedno — wnet z mocy wrogów nas wyzwoli.
Tak! wrogów! — Czyż Giaffir nie jest wrogiem moim,
Lub Osman — co nas chciałby rozłączyć — nie twoim?“

XXI.

„Głowę Haruna by ustrzedz od kary,
Wróciłem na czas, wierny słowu memu;
Mało kto wiedział, nikt nie złamał wiary,
Żem się śmiał wykraść za progi haremu.
Odtąd choć zdala od wiernéj gromady,
Rzadko omylić mogę czujne straże,
Wszystkie ich czyny, zamysły i rady
Ja rozporządzam, kieruję i ważę:
Ja daję plany, ja wskazuję cele,
Ja godzę spory, i zdobycze dzielę.
Czas, bym sam wreszcie walczył na ich czele! —
„Skończyłem powieść. — Zulejko! czas nagli;
Łódź moja blizko — w chwili ją miéć mogę;
I wnet pod skrzydłem opiekuńczych żagli
Rzucim za sobą nienawiść i trwogę!
Jutro przybywa Osman — my téj nocy
Ujść stąd musimy — lub uledz przemocy.