Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


E in van l’Inferno a lui s’oppose, e in vano
S’armò d’Asia, e di Libra il popol misto,
Che il Ciel gli diè favore, e sotto a i santi
Segni ridusso i suoi compagni erranti.


Po wenecku.

L’arme pietose de cantar gho vogia,
E de Goffredo la immortal braura
Che al fin l’ha libera co strassia, e dogia
Del nostro buon Gesù la Sepoltura
De mezzo mondo unito, e de quel Bogia
Missier Pluton non l’ha bu mai paura:
Dio l’ha agiuta, e i compagni sparpagnai
Tutti ’l gh’ i ha messi insieme idi del Dai.


Niektórzy ze starszych gondolierów umieją jednak dotychczas i od czasu do czasu śpiewają stancę tak znanego im ongi śpiewaka.
Ubiegłego 7 stycznia popłynął autor Czajlda Harolda wraz z drugim Anglikiem, piszącym te słowa, do Lido, w towarzystwie dwóch śpiewaków, z których jeden był cieślą a drugi gondolierem. Pierwszy usiadł na przedzie, drugi zaś u steru łodzi.
Wkrótce po pozostawieniu za sobą bulwaru Piazzetty, zaczęli śpiewać i nucili dopóty, dopóki nie dotarliśmy do wyspy. Pomiędzy innemi próbkami, śpiewali nam o śmierci Kloryndy, oraz o pałacu Armidy — i to nie w narzeczu weneckiem, lecz w toskańskiem. Cieśla, który był wprawniejszym od swego towarzysza i niejednokrotnie musiał mu dopomagać, mówił nam, że może nam oryginał przetłómaczyć. Dodał on także, że umie jakie trzysta stanc na pamięć, nie ma atoli ochoty (morbin — oto wyraz, jakiego użył) nauczyć się więcéj, albo śpiewać te, które mu są znane; trzeba mieć dużo wolnego czasu, aby tego się wyuczyć lub tém się zajmować, a spojrzyjcie — powiedział biedak daléj — na moje ubranie i na mnie; nie świetnie mi się wiedzie“. Słowa jego większe na nas wywarły wrażenie, aniżeli jego śpiew, który tylko przyzwyczajenie może uczynić przyciągającym. Recytatyw był ostry, krzykliwy i jednostajny; gondolier zaś pomagał swemu głosowi w ten sposób, że przykładał rękę do jednéj strony ust. Cieśla okazywał spokój, starając się zachować go do końca; był jednak za bardzo przejęty swym śpiewem, ażeby módz panować nad sobą. Od ludzi tych dowiedzieliśmy się, że śpiewanie nie ogranicza się tylko do gondolierów, ale, że inni do niższych klas należący, jakkolwiek śpiew tam jest rzadki, znają tę lub owę stancę.
Zdaje się, że równoczesne śpiewanie i wiosłowanie nie jest w zwyczaju. Jeżeli zresztą nieczęsto słyszy się wiersze z Jerozolimy wyzwolonéj; to przeciéż na kanałach weneckich dość dużo jest muzyki; w dni świąteczne zwłaszcza niejednemu cudzoziemcowi, nie umiejącemu zbytecznie odróżniać słów, może się zdawać niejednokrotnie, że z gondol rozbrzmiewają pieśni Tassa.
Autor uwag, zawartych w „Curiosities of Literature“, wybaczy, że przytaczam z niego dwa razy: z wyjątkiem bowiem kilku zwrotów nieco przesadnych i rozwlekłych, opis jego jest ścisły i wiele posiadający wdzięku. W Wenecyi umieją gondolierzy długie ustępy z Ariosta i Tassa, śpiewając je często na jakąś szczególniejszą nutę. Zdolność ta zdaje się jednak obecnie zanikać: w ostatnich czasach zdołałem z wielkim trudem dwóch znaléść zaledwie ludzi, którzy mi umieli przytoczyć coś z Tassa. Dodać muszę, że zmarły p. Berry zaśpiewał mi ongi ustęp z Tassa na sposób, w jaki podług jego zapewnienia nucą gondolierzy.
„Strofy śpiewają zawsze naprzemian dwie osoby. Molodyę znamy zresztą z Rousseau’a; wydrukowano ją w jego pieśniach; nie ma ona właściwie melodyj-