Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


LXXXVII.

Nocny biesiadnik, świerszcz ten, całe życie
Spędza jak dziecko i do syta nuci;
W przerwach czasami jakiś ptak ukrycie
Krzewów, śpiewając, na chwilę porzuci...
Tam! na pagórkach, zda się, ciszę kłóci
Jakowyś szelest... Ale to pozory:
Gwiaździsta rosa łez miłosnéj chuci
Nie poprzestaje ronić do téj pory,
Aż wnikną w pierś Natury wszystkie jéj kolory.[1]

LXXXVIII.

O jasne gwiazdy, wy poeci nieba!
Jeżeli człowiek w waszych blaskach czyta
Los państw i ludzi, to darować trzeba,
Że, kiedy żądza wielkości go chwyta,
Już się o ziemskie swe drogi nie pyta,
Tylko do waszéj drużyny ucieka.
Tajemna piękność u was jest ukryta,
A taką cześć w nas budzicie zdaleka,
Że „gwiazdą“ zwiemy sławę, szczęście, życie człeka.

LXXXIX.

Niebo i ziemia ciche, lecz nie śpiące:
Bez tchu, jak człowiek, nadmiernie wzruszony,
Jak on, gdy w myślach zatopion, milczące,
Niebo i ziemia ciche: gwiazd miljony,
Turnie nadbrzeżne i Leman uśpiony —
Wszystko to życiem jaknajgłębszém dyszy:
Tu każdy promyk, powiew, liść zielony
Jest cząstką bytu, człek w nich moc tę słyszy,
Co stwórcą jest wszystkiego i panem téj ciszy...

XC.

Nieskończoności uczucie się rodzi
W nas, najmniéj samych w samotnéj ustroni;
W bytu naszego wnętrze prawda wchodzi,
By nas oczyścić: dźwięk, dusza téj toni —
Źródła muzyki, co wiecznéj harmonji
Daje poznanie; urok, co rozwity,
Jak Cyterei przepaska (tak o niéj
Baśń opowiada) spaja pięknem byty —
Cień śmierci-by rozbroił, gdyby ranił, skryty.

  1. Byron podczas swego pobytu w Szwajcaryi, mieszkał w kampanii Diodali, w wioseczce Coligny. Stoi ona na szczycie stromo spadającéj winnicy; z okien po jednéj stronie cudny widok na Genewę i jezioro; po drugiéj na jezioro. Poeta każdego wieczora przejeżdżał się łodzią po Lemanie i z wrażeń tych przejażdżek powstała powyższa stanca. Jak Byron przepędzał czas, niech za przykład posłużą następujące urywki z dziennika:
    „18 września. Obudzono mnie, wstałem o piątéj. W Vevay przepędziłem dwie godziny. Wiodk z cmentarza pyszny; na cmentarzu pomnik Ludlowa (królobójcy), pomnik — czarny marmur — napis długi, łaciński, lecz prosty. Przy nim leży Broughton (który Karolowi Stuartowi czytał wyrok śmierci, wydany przez króla Karola); napis grobowy dziwaczny i przesadny. Widziałem dom Ludlowa. Poszliśmy na przechadzkę ku jezioru; słudzy, powozy, wierzchowce — wszystko to przez jakąś pomyłkę pozostawiło nas plantés la. Hobhouse poszedł naprzód i sprowadził je. Przybyliśmy do Klarencyi. Zwróciliśmy ku Chillonowi śród widoków, godnych nie wiem czego; przeszliśmy koło zamku. Spotkaliśmy jakieś towarzystwo angielskie w powozie; jejmość w nim zasnęła — zasnęła śród najbardziéj antynarkotycznych widoków w świecie — pyszna! Po lekkiém i krótkiém śniadaniu, zwiedziliśmy zamek klarencki. Widzieliśmy wszystko to, co było godne widzenia, a potém zeszliśmy do „Bosquet de Julie“ etc. etc.