Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



PIEŚŃ III.[1]

Afin que cette application voue forçât de
penser à autre chose, il n’y a en vérité de
remède que celui-là et le temps.
Lettre du Roi de Prusse
à d’Alambert.
7 septembro 1776.
I.

Do matki, Ado! podobne masz lice,
Dziecię w mym domu i sercu jedyne?
Uśmiechem lśniły twe jasne źrenice,
Kiedym cię żegnał — nie jak w tę godzinę,
Ale z nadzieją...
Zbudzony, głębinę
Ujrzałem wokół; górą wicher nucił
Dzikie swe pieśni... Nie wiem, gdzie zawinę,
Alem odjechał; lecz ten czas nie wrócił,[2]
Gdy Albjon, ginąc z oczu, cieszył mnie lub smucił.

II.

Znowu na wodach, znowu płynę daléj.
Wały pode mną pną się, jak rumaki,
Poznawszy jeźdźca. Witaj, ryku fali!
Gdzie chcesz, lecz szybko, wiedź mnie temi szlaki!...
Niech maszty gną się, jak trzcinowe krzaki,
Wiatr niechaj żagle podrze na łachmany,
Ja precz stąd muszę, bo jestem dziś taki,
Jak krzew, oderwan od skał i na piany
Porzucon, choć dmie orkan, choć się rwą bałwany.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Jak głosi nota Byrona, umieszczona w rękopiśmie Harolda, pieśń ta rozpoczęta została 10 lipca 1816 w Diodati w pobliżu jeziora genewskiego.
  2. Byron opuścił Anglię po raz trzeci i ostatni 25 kwietnia 1816, w towarzystwie Wiliama Fletchera i Roberta Rushtona, „pazia“ i „giermka“ z pieśni pierwszéj, oraz lekarza, d-ra Polidori’ego i służącego szwajcara. Prz. tł.