Strona:Jerzy Lord Byron - Poemata.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


mane przyrzeczenie i zdradliwe rady? Mająż być wdzięczni artystom za kopiowanie ich ruin, a starożytnikom za uwożenie ich zabytków? Podróżnikom za to, że bici bywają przez ich janczarów, albo pismakom, że ich w pismach obrzucają błotem? Otóż i wszystko, za co cudzoziemcom mogliby być wdzięczni.

II.
Ateny, klasztor franciszkanów, d. 23 stycznia 1811.

Do zabytków polityki barbarzyńskiéj wieków dawniejszych należy także niewolnictwo, do dzisiaj w niektórych istniejące krajach; mieszkańcy ich, jakkolwiek różnią się pod względem religii i zwyczajów, mają to ze sobą wspólnego, że wszyscy poddają się jarzmu.
Anglicy ulitowali się nareszcie nad swemi murzynami, a być może, gdy nastaną rządy mniéj bigoteryjne, oswobodzą ostatecznie i katolickich swych braci; Greków uwolnić może tylko interwencya cudzoziemców, w przeciwnym razie mają tak mało widoków zrównania się z Turkami, jak żydzi z ludźmi wogóle.
O starożytnych Grekach wiemy daleko więcéj, niż potrzeba; przynajmniéj młodzież europejska poświęca dużo czasu studyowaniu pisarzy i historyi Greków; byłoby może lepiéj, gdyby się więcéj zajmowała własnemi. Co do Greków nowożytnych, to może ich bardziéj zaniedbujemy, aniżeli na to zasługują; podczas gdy każdy, kto tylko rości sobie prawo do uchodzenia za człowieka wiedzy, trawi swą młodość, a nieraz i wiek dojrzalszy na studyowaniu języka oraz wolnościowych wykrzykników demagogów ateńskich, pozostawia się rzeczywistych lub domniemanych potomków tych nieugiętych republikanów pod ciągłą tyranią ich panów dzisiejszych, jakkolwiek zerwanie ich łańcuchów niewielkiego wymagałoby wysiłku.
Śmieszném byłoby twierdzić, że Grecy, jak sami to mówią, podniosą się kiedykolwiek do swéj dawnéj wielkości; gdyby bowiem Grecya uzyskała znowu wszechwładztwo, wówczas reszta świata musiałaby znowu popaść w barbarzyństwo, natomiast zdaje się, że bez wielkiéj trudności, gdyby tylko Frankowie pozbyli się apatyi, mogliby Grecy stanowić pożyteczną prowincyę, a nawet, przy dostatecznéj gwarancyi, państwo samodzielne; — mówię to naturalnie, nie będąc wiele w téj mierze kompetentnym, ludzie bowiem, dobrze znający stosunki, powątpiewają, azali to się da przeprowadzić.
Grecy nie utracili nadziei, jakkolwiek zdania ich co do przypuszczalnych oswobodzicieli są podzielone. Ze względu na religię zalecają się Rosyanie; atoli państwo to dwa razy zawiodło ich nadzieje i opuściło ich, a straszliwéj nauki, jaką otrzymali po usunięciu się Rosyan z Morei, dotychczas nie zapomnieli. Francuzi im się nie podobają; pomimo to jednak ujarzmienie reszty Europy przez tych ostatnich, doprowadziłoby do wyswobodzenia lądu greckiego. Mieszkańcy wysp spodziewają się pomocy od Anglików, którzy w ostatnich czasach zawładnęli rzecząpospolitą jońską, z wyjątkiem Korfu. Atoli ktokolwiek zjawi się u nich z bronią w ręku, mile będzie przyjęty; jeżeli zaś dzień ten nadejdzie, niechaj niebiosa łaskawe będą na Otomanów, bo od giaurów nie będą się mogli żadnéj spodziewać litości.
Ale zamiast rozwodzić się nad tém, czém (Grecy) byli, i zastanawiać się, czémby być mogli, zobaczmy lepiéj, czém są.
Pod tym względem niemożliwém jest pogodzić różnice zdań; jedni przeważnie kupcy, potępiają Greków ostatniemi słowy: drudzy, i to głównie podróżnicy, gubią się w pochwałach i ogłaszają wielce ciekawe uwagi, zaczerpnięte z ich minionego życia, a mające tyle wspólnego z dzisiejszym ich bytem, co Inkasowie z przyszłością Peru.
Pewien gienialny człowiek nazwał ich „naturalnemi sprzymierzeńcami An-