Strona:Jerzy Liebert - Poezje.djvu/255

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Głos pierwszy

To ja przelatam w pędzie górnym
Zielona, z wiarą w słowa młode.
O, nie chcę zgody, niema zgody
Na dzień powszedni, na miesiąc chmurny.


Głos drugi

Próżno mnie wabisz, osaczasz wokół,
Nad tą mogiłą zimną i mokrą.
Potrzeba wiary silniejszej stokroć
By znieść tych świtów codzienny popiół.

Tu trzeba wiary męskiej, na codzień
Anioła, który rozcina ciemność.
Bo jak zrozumieć ten grób podemną
Te wstęgi z mory omdlałe w wodzie!

Tą wiarą kocham, żyję i wierzę,
Ta wiara była we dnie majowe,
Gdym ponad salwy karabinowe
Posłyszał dzwony z kościelnej wieży.

Zawsze te same biegły w ulice
Ponad głowami w węgły skrytemi,
Ponad jednymi, ponad drugimi,
Ponad Warszawę, ponad stolicę.


1927.

94. Jeździec. Pisma I, str 148—144. (Skamander. Lipiec 1927, zeszyt 49). „Gusła". Warszawa, 1930.|po=20px}}