Strona:Jerzy Byron-powieści poetyckie.pdf/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nieraz na licach wody promień słońca świeci,
Choć spodem ciemna, zimna fala wre i pieni;
Nieraz uśmiech słoneczny twarz nam opromieni,
Choć już serce zbyt chłodne w przepaść zguby leci

Gdy jedna troska, jedno złowrogie wspomnienie,
Rzuci swój cień na nasze szczęście, jak niedolę,
Dla której, gdy nam duszę długie zdrętwią bole,
Rozkosz nie jest balsamem, ni żartem cierpienie.

O, ta myśl pośród uciech, jak schorzałe zbytnie
Latem bezlistne drzewo, świeci niewesoło.
Próżno promienie słońca nad niem lśnią około:
Uśmiechnie się w ich blasku, lecz już nie odkwitnie.[1]

SAMUELOWI ROGERSOWI[2]
jako słaby ale bardzo szczery znak podziwu dla jego genjuszu, poważania dla jego charakteru i wdzięczności za przyjaźń z jego strony
ten utwór poświęca
jego wdzięczny i życzliwy sługa
BYRON
Londyn, w maju 1813.
  1. MOTTO z liryku T. Moore’a As a beam over face... (2-ga, 3-cia i 4-ta zwrotka); podajemy je w przekładzie J. Korsaka.
  2. DEDYKACJARogers Samuel (1743–1845), poeta angielski, przyjaciel Byrona.