Strona:Jerzy Bandrowski - Sosenka z wydm.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Przyjdę! — śmiał się wędrowny. — Przyjdę, i nieraz, i będę ci opowiadał powiastki o dzikich jeźdźcach z nad szerokich rzek, o sadach nadmorskich krajów, o karawanach wielbłądów. wracających z milczącej pustyni, o nieprzejrzanych lasach północnych krajów, o brodatych, długowłosych mieszkańcach wiosek, przysypanych śniegiem a otoczonych wyjącemi stadami głodnych wilków — o czem zechcesz...
— A kto ty jesteś? — zapytała dziewczyn- ka cichutko i przymykając oczęta, jakgdyby sen zaczął ją morzyć.
— Ja jestem Ost! — odpowiedział przeciągły głos z za okna.
— Rybaka trost! — dokończyła Dorotka, zasypiając.
Kiedy ją na drugi dzień rano mamusia obudziła i postawiła przy niej kubek ciepłego mleka — a mleczko u Kohnki było dobre, prawdziwe, nie takie, jak w mieście! — i podała jej bułeczkę z masłem, — przywieziono poprzedniego dnia świeże z Pucka — Dorotka poprosiła mamusię przedewszystkiem, żeby popatrzyła, jaki jest wiatr.
Mamusię wiatr niezbyt zajmował, ale żeby Córeczce dogodzić, zaczęła się przyglądać chorągiewce na wieży kościelnej.
— Nie widzę dobrze — mówiła — bo chorągiewka się kręci!