Strona:Jerzy Andrzejewski - Miazga cz. 2.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została przepisana.


z Tobą chociaż parę godzin, siedząc tuż obok Ciebie, aby żaden Twój ruch i żadne Twoje słowo nie wymknęły się mojej uwadze. Jestem pewna, że nic a nic się nie zmieniłeś i zawsze, kiedy rozmawiasz, zdejmujesz swoje okulary w cieniutkiej, złotej oprawie, aby starannie je przetrzeć kawałkiem irchy, przechowywanej specjalnie w tym celu w bocznej kieszonce marynarki, a kiedy jesteś bardzo przejęty — obracasz obrączkę na palcu lewej ręki. Widzisz, Papo, jak ja Ciebie dobrze pamiętam i umiem na pamięć?
Niestety, są to tylko piękne marzenia! Rozumiem dobrze, że ze względu na zdrowie /a może i inne są jeszcze powody?/ trudno by Ci było zaryzykować tak długą i uciążliwą podróż. Ale obawiam się, że te inne powody mogą być decydujące. Jeśli zaś chodzi o nas, o czym wspomniałeś w ostatnim liście, to nie przypuszczam, aby mnie odmówiono wizy, z Arturem jednak sprawa, jak się nam wydaje, nie byłaby tak prosta. Po Twoim ostatnim liście bardzo dokładnie wszystko to sobie przemyślałam i długo też na ten temat rozmawialiśmy z Arturem. Maciej już czwarty rok siedzi w tym swoim szeikacie nad Zatoką Perską, finansowo powodzi mu się nieźle, ale wciąż się jeszcze nie ożenił i trochę się o niego z Arturem martwimy, żeby nie zdziczał, pisuje do nas rzadko i tak lakonicznie, jakby telegrafował. Anna, jak Ci w swoim czasie pisałam, wyszła w ubiegłym roku za naszego kuzyna, Pawła Stamirowskiego, mieszkają w Caracas, on — sympatyczny chłopak, ale trochę prymitywny, jak na mój gust — jest pilotem Amerykańskich Linii Lotniczych. Sami więc, jak widzisz Papo, zostaliśmy z Arturem na stare lata, a ponieważ Artur nie najlepiej czuje się ostatnio z sercem, trochę bym się bała zostawić go samego — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — doszły do nas ostatnio od przyjaciół w Londynie niezbyt pomyślne wiadomości o stryju Karolu. Podobno bardzo się fizycznie i psychicznie posunął i jak chodzą słuchy cały swój majątek /chyba dość znaczny!/ zapisał w testamencie jakiemuś młodemu fotografowi. Okropne to wszystko! Papo drogi, czy nie mógłbyś przy jakiejś okazji pomówić z naszym sławnym Erykiem, jesteś z nim, zdaje się, bardzo dobrze, może on by mógł jakoś wpłynąć na stryja Karola, jest bądź co bądź jego rodzonym i jedynym synem. Artur twierdzi, że podobny testament, pomijający żyjącą najbliższą rodzinę, z pewnością będzie można zakwestionować, ponieważ zagraniczny majątek stryja był w pewnym sensie majątkiem Firmy — — — — — — — — — — — — także pewnie nie doszło do Ciebie, że z początkiem marca zmarł w Londynie pułkownik Grzegorz Sołtan, podobno popełnił samobójstwo, ale to nie jest pewne. Jeżeli widujesz Adama — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —

Ten list /cztery stroniczki gęstego maszynopisu na bibułce lotniczej/ leży na nocnym stoliku. Również na tym samym stoliku szklanka z wodą oraz okulary w rogowej oprawie i z mocno przyćmionymi szkłami. Pokój w mieszkalnej oficynie w Jabłonnie jest dość mały i banalnie, w stylu hotelowym umeblowany: okrągły stolik nieporęczny do pracy, fotel, szafa, w głębi umywalka. Okno wychodzi na park, a ponieważ na noc, mimo chłodu, zostawiono je niedomknięte, słychać nadranny świergot ptaków, pobrzmiewający trochę tak, jakby gdzieś bardzo daleko orkiestra stroiła instrumenty.
Profesor Wanert przyjechał do Jabłonny przed trzema dniami, w środę, nazajutrz po recitalu Haliny Ferens-Czaplickiej. Miał bilet na koncert piątkowy, lecz po bardzo przykrej nocy z wtor-