Strona:Janusz Korczak - Sam na sam z Bogiem.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

przeżytych żywotów. W zastygłym w bursztynie owadzie, w zdjamenconym węgla pyle, na koralowym wysp kurhanie, w słonej krwi ziemskiego olbrzyma — odgadując przeszłość, wieszczą przyszłe lat miljony, sylabizując, jak z żyć śmiercie i z śmierci kwitły życia. Z jaskiń i moczarów, czaszek i piszczeli, z zalanych cmentarzysk badają sanskryt zaginionych bytów.
A za nimi — pluton za plutonem — od stóp do głów w myśli zbrojni stal — różni, a taka ich mnogość, a taki każdy inny, — a tacy wszyscy razem bracia.
Ten cichy opat Grzegorz, z zielonego grochu wytrącił groźne prawo dziedziczności. Ten włóczęga, okrzykiem: „ziemia“ powitał pierwszy nowe lądy. Ów bytu zwycięzca w: „myślę więc jestem“ zaklęciu dumnem a męzkiem. Ten z kamiennego okopu zdobył prastary kodeks Hammirabiego. Ten, głuchej wioski bakalarz, wydarł zazdrosnej wróżce barwne królestwo owadów. Ten ranny w stu wzlotach, odbił ptakom potęgę skrzydeł i opanował