Strona:Janusz Korczak - Sam na sam z Bogiem.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

wiesz mi: „ja wiedziałem, że oni Mnie obrzydzili, że nie chciałaś wierzyć, w co oni wierzą.“ Powiesz: „Wiem, że Mnie oszukują i kłamią.“ Powiesz: że jesteś samotny, opuszczony, pokrzywdzony i jak ja, pełen tęsknoty, i wolny, wolny, jak sokół.
I sprzymierzymy się: Ty i ja, i pryśniemy im śmiechem w oczy, weźmiemy się za ręce, zaczniemy biedz co tchu. Oni zaczną nas wołać, oburzeni, że tak nie wypada. Wówczas przystaniemy na chwilę, odwróćmy się raz jeden, język im pokażemy: ja i Ty. I śmiejąc się do rozpuku, znikniemy im z oczu. I śnieg jeść zaczniemy garściami.
Kochany, Najukochańszy Boże, przecież Ty możesz Sobie na to pozwolić, jeden, jedyny raz tylko. Uuuch, jacy oni nudni, fałszywi: należy im się za ich grzeszki — kara.