Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wargach miała czarne strupy, które ją bardzo bolały, i trzeba było ciągle przykładać kawałki waty, zamoczone w zimnej wodzie.
— Władek, poproś mamy, żeby już nie robili opatrunków, bo to tak boli... tak bardzo boli!
Jeszcze tylko jeden opatrunek robili Pchełce, a drugi już był niepotrzebny...
Władek nie chciał czekać, aż dostanie miesięczną pensję; wziął od Olka sześć groszy, odnalazł Helenkę.
— Pchełka pożyczyła od ciebie dwa grosze, prawda?
— Tak — powiedziała Helenka i jakby się zawstydziła.
— Masz tu sześć groszy.
Helenka nie chciała wziąć więcej, niż się należało.
— To resztę oddaj dziadkowi i powiedz, żeby zmówił pacierz za duszę Wicusia i Pchełki.
A Mania taki wiersz napisała:


Nie płacz, mamusiu, nie płacz, tatusiu,
Pchełka ma białe skrzydełka.
Jest teraz w niebie, ma koło siebie
Wicusia, synka waszego.
Aniołki białe i jasne całe
Śpiewają piosnki radosne,
Żegnają mamę, żegnają tatę,
Witają słońce i wiosnę.