Strona:Janusz Korczak - Sława.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.



ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY.

Mama przepowiadała, że będzie coraz gorzej, a jednak było teraz lepiej, niż na początku. Pan Witold z Pragi oddał ojcu trzydzieści rubli, które był winien; sprzedano niepotrzebną komodę. I znów zaczęło się ukazywać masło na chlebie i częściej mięso na obiad. A maleńka Abu otrzymała pierwsze w życiu trzewiczki.
Abu została uratowana.
Nikt jej nie weźmie na własność, nikt nie wyniesie już z domu.
— Nasza Abu! — mówią dzieci z dumą i, idąc na podwórko, zabierają z sobą.
Bo dawniej Władek ani Mania nie chcieli schodzić z Abu na dół; sądzili, że nie wypada im piastować dzieciaka, jak pierwszemu lepszemu, który nigdy do szkoły nie chodził. Bo dawniej Abu była mamina — teraz do wszystkich należy.
Więc Władek kupił dla Abu prawdziwą szwajcarską czekoladę, po której Abu