Strona:Janusz Korczak - Koszałki Opałki.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nawymyślał mi mój zwierzchnik:
— Albo gospodarz wyrzuci cię na cztery wiatry, albo przeniosę się do innej jadłodajni, bałwanie!
Kelner zwykle nic nie odpowiadał; rzadziej bąknął coś pod nosem, co zapewne było z jego strony protestem przeciw moim uroszczeniom, lub usprawiedliwieniem.
A teraz wyobraźcie sobie, że przed tygodniem kelner ów podał mi czarną kawę bez cukru.
— A cukier? — pytam z oburzeniem.
— Ach, zapomniałem — odparł spiesznie.
— Ale napiwka nie zapomnisz wziąć, co?
Po chwili zjawiła się cukiernica.
— Przepraszam pana — powiedział kelner.
— Jakto, przepraszasz?
— Ja pana przepraszam, że zapomniałem podać cukier do kawy.
W pierwszej chwili myślałem, że drwi ze mnie.
— Zbogaciłeś się już? Może dom sobie kupujesz?
Spojrzałem na niego ostro.
Patrzę: on jest mężczyzną lat około trzydziestu, z siwiejącemi na skroni włosami; ma nos, oczy, uszy. Właściwie co w tem dziwnego? No nic. Choć na razie ździwiło mnie, że kelner ma