Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




Początek zawsze jest najtrudniejszy. Jeśli miał tyle kłopotu z wydaniem własnego dolara, o ile trudniej było wydać bez błędu pieniądze Pennella.
I tu właśnie koledzy się spieszyli. Co komu potrzebne, zaraz przychodzi do Dżeka.
— Kiedy nareszcie? Jeszcze nie? Kiedy zaczniesz? Dlaczego nie kupujesz? Skąpy taki: dusi pieniądze. Jakby to były jego.
Inni znów przychodzili z pytaniami, na które Dżek odpowiedzieć nie umiał, albo z projektami różnemi, które może były dobre, ale odrazu nie można.
— Te, Dżek. A będziesz dawał na krydę?
To znaczy: bez pieniędzy. Na kredyt. Że później oddadzą.
— Słuchaj, Dżek, kup żołnierzy do naklejania. Kup arkusze z wojskiem, karton i klej.
— Za dwa dolary można dostać ołowianych żołnierzy.
— A będziesz miał papier glansowany do obłożenia kajetów?
— Kup dużo notesików.
— Ja widziałem takie ładne pocztówki.
— Wiesz. Kupuj koperty z markami. Możesz kupić sto marek pocztowych za pięć centów, a po-