Strona:Janusz Korczak - Bankructwo małego Dżeka.djvu/142

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    sprzedawałem jedno tylko: pracę. Co moje ręce zrobiły, inni już sprzedawali. Kupować też mało kupuję, więc się na tem nie znam. A ty chcesz, zostań sobie kupcem. Ale musisz dobrze się uczyć. Nauka do wszystkiego potrzebna. Gdybym umiał dobrze rysować, tobym mógł więcej zarabiać. Rzemieślnikowi bardzo potrzebne rysunki.
    Ojciec westchnął, a Dżek oparł się o kolana ojca i głaskał go po twarzy.
    — Dzisiaj ojciec wcale nie ma kolącej twarzy, — pomyślał Dżek — i pocałował rękę ojca.
    A potem powiedział:
    — Tatuś ma żyły na rękach, a ja nie.
    Ale ojciec myślał o czemś i nie słyszał. Więc zgaszono świeczki na choince i poszli spać.
    I teraz muszę opowiedzieć o jednym z dwunastu bąków drewnianych, zupełnie zwyczajnych i małych, które Dżek kupił na placu.
    Więc Dżek nie wiedział, co z niemi robić, bo wśród tylu pięknych rzeczy co one znaczyły? Nawet Dżek z początku zupełnie zapomniał, bo leżały w szafie obok pudełka z ołówkami. No, więc wziął i już później włożył je na dodatek do dwunastu torebek po dwa centy. Może się na coś przydadzą?
    I teraz o jednym z tych dwunastu bąków powiem.
    Był jeden bąk w torebce za dwa centy; kupił ją Gray. Tak, kupił tylko jedną torebkę i nawet nie za własne, a za pożyczone od chłopca na podwórku dwa centy. Bo wszyscy w klasie wiedzieli, że Sanders jest bardzo biedny, bo u nich tyle dzieci i nie mają