Strona:Jana Długosza Dziejów Polskich ksiąg dwanaście - Tom III.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kiego, niniejszy wyrok stanowczy, z załączeniem mandatu Apostolskiego i wniosków obu prokuratorów wraz przywiedzionych i spisanych, poleciliśmy notaryuszom publicznym i pisarzom naszym niżej wyrażonym ułożyć na pismie, w niniejszej urzędowej formie, i pieczęcią naszą opatrzyć. Za pewność zaś i wiarogodność odpisu rzeczonego listu Apostolskiego i wniosków obu prokuratorów wyżej pomienionych, aby je w każdym sądzie i poza obrębem sądów za prawdziwe i jakby za pierwopisy uważano, za pewność także wszystkich wyżej wymienionych pism i podań, my sądową naszą powagą i cechą zaręczamy. Działo się w Warszawie, dyecezyi Poznańskiej, w kościele Ś. Jana Chrzciciela, roku od Narodzenia Pańskiego tysiącznego trzechsetnego trzydziestego dziewiątego, indyktu (piętnastolecia) siódmego, rządów papieskich naszego Ojca świętego i Pana, z Bożej miłości Papieża Benedykta XII, roku piątego, dnia piętnastego miesiąca Września, około godziny wieczornej. W obecności Najprzewielebniejszych w Chrystusie ojców i panów, Janisława arcybiskupa Gnieźnieńskiego, Klemensa Płockiego, Jana Poznańskiego i Stefana Lubuskiego, biskupów; tudzież Wielebnych ojców, brata Gwillina Sulejowskiego i brata Jana Mogilskiego, opatów; Mikołaja Jagierskiego, Grzegorza Czesneńskiego, dyecezyi Zagrzebskiej (Zagobrensis), i Piotra Łęczyckiego, proboszczów; i wielu innych tak duchownych jako i świeckich mężów wiary godnych, a do powyższego aktu powołanych i zaproszonych. I ja Piotr de Montilio, kleryk dyecezyi Puy (Aniciensis), z upoważnienia Apostolskiego i Cesarskiego Notaryusz publiczny, przy wydawaniu niniejszego wyroku ostatecznego, gdy przez pomienionego Pana Galarda de Carceribus, za zgodą i wyraźném zezwoleniem jego kolegi, rzeczonego Piotra syna Gerwazego, czytany był i głoszony, osobiście byłem przytomny, wraz z niżej podpisanym Notaryuszem publicznym, i świadkami niżej wyrażonemi, i z ich polecenia oglądałem i miałem w ręku przerzeczony list Apostolski, z prawdziwą pieczęcią ołowianą na sznurku konopnym zawieszoną, nie pomazany, nie pofałszowany, ani w żadném miejscu nie uszkodzony, tudzież podanie prokuratorów, i skargę, której osnowę od słowa do słowa w tym wyroku stanowczym umieściłem i wpisałem, nic nie dodając ani ujmując, przez coby rzecz traciła na prawdzie, i sam ją pilnie rozważyłem wraz z niżej podpisanym notaryuszem publicznym. A gdy po należytem roztrząśnieniu uznałem, że zgodne są z pierwopisami i obecnym aktem publicznym, tu się podpisałem i położyłem znak mój zwykły referendarski (requisitus); a panowie Sędziowie, ku stwierdzeniu tego ostatecznego wyroku, i wszystkiego co wyżej wyrażono i spisano, obwarowali go swoją sądową powagą i cechą, i ku większej pewności i dowodności zawieszeniem swoich pieczęci opatrzyć zalecili. I ja także Albert, syn