Strona:Jan Sygański - Historya Nowego Sącza.djvu/355

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   102   —

W r. 1632 Wojciech Łopacki, balwierz i rajca, wyrugowany przez pana Adama Trzcińskiego z domu swej babki, sprowadził się do browaru swego podle domu księdza Bartłomieja Fuzoriusza, oficyała i kustosza kollegiaty. W murze księdza kustosza było okno do browaru, a Łopacki używał dotąd światła z niego. Chcąc korzystać z oporu mieszczan w robieniu piwa, warzył je sam bez ustanku, nie zważając na dni świąteczne. W dzień Zwiastowania Najśw. Maryi Panny (25. marca) warzył piwo, a w niedzielę kazał beczki do piwnicy wtaczać. Nawet, przysposabiając świeżą warkę, kazał w święta nosić do browaru wodę.
Ks. Fuzoriusz, zgorszony tą nieobyczajnością i nieuszanowaniem przykazań Bożych i kościelnych, wytykał na kazaniu bezbożność piwowarów, którzy nawet świąt uroczystych nie święcą. Nazwisk wprawdzie nie wymienił, ale tak Łopackiego opisał, że natychmiast wszyscy odgadli.
Łopacki był rajcą. Nazajutrz były wybory urzędu. Tam publicznie jęli mu panowie bracia wymawiać bezbożność jego i karcić zgorszenie, jakie daje. Rozgniewany Łopacki, wychodząc z ratusza, spotyka Jana Ziębę i rzecze: „Widzicie panie bracie, co mnie spotyka od tego niecnego syna popowskiego.“
— „Od którego?“
— „A od tego oficyała! ale przysięgam Bogu, iż mi przyjdzie do tego, że mu w łeb strzelę!“
Słyszeli to i drudzy, Zięba zaś poszedł do księdza Fuzoriusza i opowiedział mu rzecz całą. Ksiądz kustosz, zgniewany i zgorszony, woła murarza i każe mu zamurować browarne okno, nie chcąc patrzeć na bezbożność Łopackiego. Na to nadchodzi Łopacki, rozpędza murarza i pomocniki jego, grożąc, iż im ręce poobcina, jeżeli dalej robić będą. Przytomnego zaś księdza kustosza poczyna lżyć najohydniej[1]...

Ksiądz Fuzoriusz z obowiązku swego miewał kazanie co niedziele. Nadchodzą święta, ksiądz kustosz kazania nie ma; nadchodzi niedziela, kaznodzieja milczy. Zapytany, żąda ukarania Łopackiego i oczyszczenie siebie z obelg. Urząd miejski nie wie, co począć. Sprawa pokrzywdzenia osoby duchownej należy pod sąd kościelny — a tu kościół ludowi całemu ujmuje słowa Bożego, a winowajcy nie karze. Miasto wysyła o poradę posłańca do sądu zadwornego królewskiego[2].

  1. Act. Consul. T. 53. p. 20.
  2. Wypadek ten wpisał do księgi wydatków Andrzej Adamowicz, burmistrz: Panu Janowskiemu, praktykowi, który był instygatorem