Strona:Jan Styka.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


błogosławił patrjotycznemu pomysłowi i jak uczestnicy jeden po drugim, dr. Ludwik Kubala i dr. Antoni Dziędzielewicz i Platon Kostecki powitali gorąco wnioski artysty. Stało się więc, że już 6 stycznia 1893 zebrał się pełny komitet obywatelski pod przewodnictwem dr. Kubali, a podzieliwszy się na 2 sekcje, finansową i artystyczną, przyprowadził do skutku postawienie budynku i wykonanie obrazu panoramicznego „Racławice“.
Styka z właściwą sobie gruntownością oddał się cały studjom dla tego dzieła — zbierał źródła historyczne — zapoznał się w Berlinie i Monachjum ze stroną techniczną tego rodzaju malowideł, zaprosił do współpracy Wojciecha Kossaka, zaś dla pejzażu pozyskał monachijczyka Louis Bollera, sam z historykiem Korzonem odwiedził pole bitwy i starał się na miejscu odtworzyć pozycje poszczególnych oddziałów i wreszcie skomponował szkice zasadnicze obrazu.
Uczestnicząc jako sekretarz komitetu „Racławic“ przez lat 10 w jego licznych posiedzeniach, mógłbym wiele opowiedzieć o losach tego przedsięwzięcia. Główne momenta tych dziejów zawiera broszura Sznür-Pepłowskiego „Panorama Racławic“ oraz ilustrowany katalog tejże p. t. „Racławice“ — do których odsyłam czytelnika. Obraz był gotów w maju 1894.
Artyści podzielili pracę między siebie w ten sposób, że część obrazu, obejmującą atak kosynierów i zdobycie armat aż do pozycji artylerji polskiej nad pogorzeliskiem w Dziemięrzycach (włącznie z postacią Kościuszki) malował Styka, zaś drugą połowę W. Kossak. Dla miłej zgody postanowiono, że nazwiska twórców będą wymieniane w porządku alfabetycznym i dlatego w objaśnieniach itd. nazwisko W. Kossaka idzie przed nazwiskiem Styki[1].

Nie będę się silił na określenie, czem Racławice stały się dla wystawy krajowej 1894 r. Tłumy cisnęły się codziennie na podjum. Wszyscy byli olśnieni. Nawet cesarz austrjacki Fr. Józef zwiedzając panoramę w otoczeniu ministrów, bawił tam pół godziny i wyrażał się o obrazie z podziwem i uznaniem (Imposant, es hat mich frappirt...). Faktem jest, że ktokolwiek miał

  1. Patrz wyjaśnienie moje i dra Dziędzielewicza w „Słowie Polskiem“ z 23/9 1922, str. 6.