Strona:Jan Biliński-Nauczanie języka polskiego.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z obrazem wzrokowym wyrazu nastąpiło takie zrośnięcie się obu czynników, iżby czynność pisania stała się automatyczna, nieświadoma, aby stała się nabytym nałogiem, tak jak wyobrażenie celu jakiejś czynności, np. przybicia obrazu na ścianie sprawia, że wykonywamy cały szereg czynności do tego celu wiodących, chociaż o nich zupełnie nie myślimy. Ze tak ma się rzecz z pisaniem, można się łatwo przekonać. Gdy nas kto zapyta, jak pisze się jakieś słowo, nie umiemy często dać odpowiedzi, ale piszemy wyraz i wówczas już mamy zupełną pewność. Pisownia wyrazu zatem zautomatyzowała się, wlazła niejako w ramię, tak jak siedzi w palcach zdolność odegrania utworu na fortepianie, choć o ruchach palców — oczywiście gdy już umiemy grać — zupełnie nie myślimy. Palce biegają niejako same.
Skoro zatem chodzi o zautomatyzowane skojarzenie się pewnych ruchów z wyrazem, niema innego sposobu tylko dążyć do tego drogą jak najczęstszych powtórzeń, tylko wówczas bowiem owo zmechanizowanie może nastąpić. Cóż trzeba zatem robić? Pisać, jak najwięcej pisać.
Oczywiście gdy uczeń będzie pisał samodzielnie, będzie popełniał błędy, i wówczas skojarzenia właściwe nie nastąpią, względnie utworzą się skojarzenia fałszywe. Trzeba zatem jak najwięcej przepisywać najpierw tekst z tablicy, którego litery postacią swoją nie odbiegają od liter pisanych, później, przedłużając niejako łańcuch skojarzeń o jedno ogniwo, z książki. To powinno odbywać się w klasach, w których jeszcze nie została osiągnięta pewność w pisowni, jak najczęściej. Dobrze będzie żądać od uczniów stale przepisania na każdy dzień kilku wierszy z książki i pracę tę kontrolować. Nie obarczy ona zbytnio ucznia, a przyniesie istotną korzyść.