Strona:Jan Biliński-Nauczanie języka polskiego.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


taniami wszystkich, żąda zgłaszania się z propozycjami, jak daną rzecz lepiej wyrazić, jakim wyrazem charakterystyczniejszym zastąpić wyraz banalny, jak przerobić przydługie zdanie, jak wydobyć cechy charakterystyczne itd.
Chodzi o to, by uczeń wkładał w poprawę zadań jak najwięcej aktywności, by się przyzwyczajał do poddawania własnej pracy rewizji, by odebranie zeszytu i napół bezmyślne uskutecznienie poprawek nie było całym jego trudem. Niech każde wypracowanie będzie krokiem naprzód w kształceniu uwagi czynnej i wytrwałej, w wykonywaniu pracy rozważnie i z namysłem.
Czasem stosuje się poprawianie wypracowań przez uczniów samych, przez wymianę zeszytów. Można to od czasu do czasu z pożytkiem zrobić, ale to oczywiście nie zdejmuje z nauczyciela obowiązku dokonania potem samemu poprawy zadań.
Zeszyty najlepiej oddawać przy przyniesieniu ich po poprawieniu do klasy nie na początku lekcji, — by uniknąć dystrakcji, jaką sprawia oglądanie zadań przez uczniów, — lecz dopiero po ogólnem omówieniu błędów. Co do poprawy błędów przez uczniów jedni żądają, by poprawiano tylko błędy ortograficzne, gramatyczne, fałszywe użycie wyrazów, wadliwą konstrukcję zdania, — zadowalając się tem, że uczeń podczas omawiania wypracowania przez nauczyciela uświadomi sobie błędy w układzie, wyczerpaniu materjału itd., — inni domagają się poprawiania wszystkiego, a więc nowej redakcji wadliwych zdań, całych ich szeregów, a nawet całego wypracowania. Drugi pogląd jest u nas powszechniejszy, choć nakłada na nauczyciela większe obowiązki, bo zmusza go do kontrolowania tych poprawek. Osobiście stoję na drugiem stanowisku; ucząc w gimnazjum żądałem poprawek