Strona:Jan Biliński-Nauczanie języka polskiego.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie zapamiętał. Było to jakby tworzenie bajki na nowo, przy którem ze zbiorowej duszy wydobywał się z trudem coraz wyraziściej rysujący się kształt. Następnie kazałem jeszcze dwa razy odczytać, poczem znowu ponowiłem próbę, oczywiście ze znacznie lepszym już rezultatem. Znaleźli się już w klasie tacy, którzy całą rzecz nienagannie opanowali. Na następnej lekcji nastąpiło powtórzenie tą samą metodą, ale już skróconą; po jednorazowem odczytaniu uczniowie próbowali wspólnemi siłami wiersz odtworzyć.
Mając polecenie nauczenia się napamięć w domu, względnie przyswojenia sobie po wyżej opisanem zbiorowem uczeniu się w klasie, uczeń będzie się starał sam podobną metodę stosować. Nie będzie więc powtarzał raz po raz strzępów zdań, lecz będzie się starał pracować racjonalnie, logicznie.
Dobrze jest po upływie jednego lub dwu tygodni wrócić do wiersza dawniej opracowanego i w podobny sposób go powtórzyć.
Należy w uczniów wpoić zrozumienie, że odrazu nie można się pewnie napamięć nauczyć. Stopień przyswojenia dochodzi wówczas tylko do pewnej granicy. Utrwalenie zależy bowiem nietylko od częstości powtórzeń, ale wzrasta z większem czasowem oddaleniem tych powtórzeń, między któremi umysł przyswaja sobie inne wiadomości. (Prawo Johsta.)
Trzeba koniecznie, poduczywszy się, pracę odłożyć i dopiero po upływie pewnego czasu, na drugi lub trzeci dzień, do niej powrócić. Nie zadawać zatem napamięć na następny zaraz dzień, znając jednak nawyk naszych uczniów spychania trudniejszych zadań na ostatnią chwilę, kontrolować, czy pracują systematycznie i czy już do roboty się zabrali, zachęcać do tego. Zalecać uczenie się na raty, ale nie cząstkowe, lecz całostkowe;