Strona:Jan Biliński-Nauczanie języka polskiego.djvu/059

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie są zatem stopnie formalne nieugiętym i nieubłaganym kanonem, są raczej pewną podporą, o której warto pamiętać, choć się jej tylko kiedy niekiedy używa.
Przytoczę kilka nowoczesnych opinij obcych o stopniach formalnych. Angielski autor James Welton w dziele „Principles and Methods of Teaching“ zajmuje wobec nich bardzo krytyczne stanowisko. Zarzuty jego są następujące:
1. Odnosi się wrażenie, jakoby proces nabywania wiadomości musiał wykazywać czasowe następstwo. Tak tymczasem nie jest. Rzeczywistość wykazuje mało wspólności z tym wystruganym i wysuszonym modelem czasowego następstwa, a że tak się je ujmuje, że w stopniach widzi się następstwo czasowe, wynika z definicyj funkcyj poszczególnych stopni. Porównywanie i uogólnianie dokonywa się ciągle, w każdem stadjum, to procesy równoczesne, a tylko uświadomienie wykazuje kolejność.
2. Przygotowanie, przedstawienie i zastosowanie to dzieło nauczyciela, ale porównanie i uogólnienie to dzieło ucznia, wynik wzajemnego oddziaływania na siebie jego myśli. Stopnie więc mieszają dwie zasady: raz patrzą na proces nabywania wiadomości od strony nauczyciela, raz od strony ucznia, stwarzają zatem pewną chwiejność w stosunku do siebie.
3. Nie każda sprawa szkolna da się ująć w całości metodyczne. Wtłaczanie jej zatem w gotowy schemat jest drobiazgowym pedantyzmem.
4. W większości lekcyj można zastosować tylko — dwa stopnie, a to już obala korzyść, jaką w teorji stopnie te mają przynieść. I wogóle żadne formalne stopnie nie pomogą mi rozwikłać aktualnych, każdora-